Język nie gra na naszą niekorzyść

W tym tygodniu miałam przyjemność przeprowadzić wywiad z Patrycją Stawiarską, która zamieszkała w Niderlandach jako 14-latka i żyje w tym kraju już 10 lat. Obecnie jest przedstawicielką stowarzyszenia studenckiego PL-Student-NL, studentką kursu magisterskiego na Uniwersytecie w Lejdzie oraz nauczycielką i konsultantką językową.

Ze względu na to, że Patrycja jest osobą wielojęzyczną, zadałam jej kilka pytań dotyczących języków, którymi się posługuje. Sprawdź, co ma do powiedzenia!

Pełna wersja wywiadu: Język nie gra na naszą niekorzyść – Patrycja Stawiarska

 

1. Znałaś język holenderski przed przyjazdem do Holandii? Jeśli tak, to jak się go nauczyłaś, a jeśli nie – jakie miałaś wyobrażenia o tym języku?
Gdy przyjechałam do Holandii w 2007 roku, w wieku 14 lat, potrafiłam porozumiewać się w języku angielskim na stopniu komunikatywnym. Po holendersku nie znałam ani słowa. Ten język wydawał mi się ‚sztywny’, mocny, niedelikatny, nieromantyczny, bez żadnego polotu. Przypominał mi z brzmienia język niemiecki, któremu – jak wiadomo – daleko do pięknie brzmiącego francuskiego lub hiszpańskiego. Podczas pierwszych miesięcy w Holandii moja głowa regularnie serwowała mi myśli w rodzaju: ‚Nigdy się go nie nauczę’ lub ‚Tych słów nie da się nawet wypowiedzieć!’ i ‚Czy da się mówić w jakimś języku jeszcze szybciej?!’. Wiedziałam jednak, że nie będę szczęśliwa i, że nie będę z tego miejsca w stanie ‚wycisnąć’ wszystkiego co może mi oferować, jeśli nie poznam tego języka. Język stał się dla mnie drzwiami, tajemnym przejściem do świata zwanego ‘Holandia’. Za wszelką cenę chciałam te drzwi otworzyć.

2. Jak wspominasz swoje początki z nauką języka holenderskiego?
Przyjęto mnie do szkoły dla obcokrajowców na program ISK (Internationale Schakelklas), który miał za zadanie nauczyć młodzież do lat 18 języka holenderskiego. Pięć dni w tygodniu, średnio po 5 godzin dziennie uczyliśmy się holenderskiego na podstawowych przedmiotach, takich jak historia, geografia, matematyka, a nawet gotowanie i teatr. Mimo, że poziom w tej szkole nie był wysoki, szkoła wiele mnie nauczyła pod względem komunikowania się z innymi, nauki języka obcego, holenderskiej kultury. Nauka holenderskiego nie zawsze była kolorowa, czasem wręcz frustrująca, ale do przejścia, jeśli włożyło się w nią trochę czasu i odpowiedniego podejścia. Minęło półtora roku w szkole językowej i dostałam się do szkoły średniej. Miałam już grupkę swoich znajomych, a drzwi wydawały się już uchylone, a nie zamknięte.

3. Co sprawia(ło) Ci największą trudność w języku holenderskim, a co w polskim?

Moja nauka holenderskiego przeczyła wielu ‘złotym radom’ dotyczących tego, jak powinno się uczyć.
Rady w rodzaju ‘oglądaj tylko holenderską telewizję’, ‘w domu mów po holendersku, ba, wszędzie mów po holendersku’ i ‘od razu zacznij mówić’. Nigdy nie oglądałam holenderskiej telewizji, w domu mówi się tylko po polsku, a na początku po holendersku mówiłam mało – nawet w szkole językowej, gdzie przede wszystkim w ciszy rozwiązywaliśmy zadania, wszystko starannie przepisując do zeszytów. Tak. Musieliśmy przepisywać wszystko. Polecenie, możliwe odpowiedzi i dopiero potem w zeszycie mogliśmy zaznaczyć rozwiązanie. Wtedy było to przekleństwo. Cała klasa narzekała na nauczycielkę, a ilość makulatury rosła równomiernie z wydatkami na nowe zeszyty. Dzisiaj uczę się pisząc. I jest to moja ulubiona metoda. W szkole średniej podczas pisania wypracowań szybko spostrzegłam, że pisanie nie sprawia mi większego problemu, tak samo jak zasady i zastosowanie gramatyki. Może jednak ta nauczycielka wiedziała, co robi? Mówienie przyszło później, praktycznie bezboleśnie. Może dlatego, że miałam już solidne podstawy, na których mogłam dalej bez obaw budować?

Pamiętam, że w każdej dziedzinie znajdowało się coś trudniejszego, czasem był to temat gramatyczny, innym razem wymowa, jeszcze innym dziwne holenderskie powiedzonka. Najtrudniejsze było jednak znajdowanie motywacji i regularność w nauce. Nauczyłam się, że rozwój czegokolwiek, w praktyce rzadko jest jedną równomierną linią idącą ku górze. Dużo częściej jest to linia szalona, chaotyczna, z dołkami i wzniesieniami – i to jest okej.

4. W którym języku myślisz częściej – polskim czy holenderskim? Dlaczego?

Najczęściej myślę w języku polskim, to w nim również najwięcej się porozumiewam. W szkole średniej często myślałam po holendersku, podczas lekcji czy odrabiania pracy domowej. O niektórych zagadnieniach, np. ekonomicznych, również łatwiej mi myśleć po holendersku, ponieważ po polsku nigdy się o nich nie uczyłam. Obecnie myślę również po angielsku ze względu na anglojęzyczne studia. Wszystko zależy więc od osób z którymi rozmawiam i od tematyki, o której myślę – o życiu prywatnym po polsku, o historii Holandii po holendersku, a o stosunkach międzynarodowych po angielsku.

5. Czy zdarza Ci się często, że mylisz język polski z holenderskim (np. zapominasz słówka, przetłumaczysz wyrażenia zbyt dosłownie, tworzysz dziwne kolokacje, przekręcasz powiedzenia)?

Obecnie zdarza mi się to rzadko. Kiedyś było to jednak na porządku dziennym. W trakcie intensywnej nauki języka, gdy rzeczywiście miało się z nim styczność przez sporą część dnia, zdarzało mi się szybciej ‘wpadać’ na słówko po holendersku niż po polsku, ale to chyba część procesu. Obecnie języków raczej nie mieszam i nie wrzucam obcojęzycznych słówek do polskiego. Gdy spostrzegę, że jakiegoś słowa mi brakuje, staram się jak najszybciej znaleźć dobry odpowiednik, by również polski utrzymać na dobrym poziomie. Mój zasób słów jest jednak bardzo pomieszany. Jak wspominałam, o niektórych sprawach mogę swobodnie porozmawiać mową bardziej techniczną i zaawansowaną w języku holenderskim lub angielskim, podczas gdy po polsku musiałabym się wysławiać bardziej opisowo, nie znając fachowego słownictwa. Z drugiej strony, emocje i uczucia lepiej opiszę po polsku. Uważam, że polski jest pięknym językiem, który daje spore pole do popisu w wyrażaniu samego siebie.
6. Co uważasz za największą wadę i zaletę dwujęzyczności?

Przeczytałam to pytanie i skoncentrowałam się od razu na ‘wadach’. ‘Zalety dwujęzyczności?’, to będzie prościzna, ale wady? Czy dwu- lub wielojęzyczność może mieć jakieś wady? Zastanawiam się już dłuższą chwilę i to chyba najlepszy dowód na to, że tych wad chyba nie ma zbyt wiele. Na swoim przykładzie byłby to ‘niewyrównany zasób słownictwa’, aczkolwiek jest to mało uciążliwe i można nad tym ładnie pracować. Inne wady? Osoba, która bardzo lubi uczyć innych holenderskiego i uczyć się języków obcych chyba nie znajdzie wad.

Znajdzie natomiast mnóstwo zalet. Oprócz tych oczywistych takich jak więcej możliwości na rynku pracy, ciekawych znajomości, większego zrozumienia dla kultury, narzędzia integracji, lepszego obcowania w danym nowym kraju, język obcy to wspaniałe narzędzie do samorozwoju. Doskonalenie języka, jak każde inne doskonalenie się w dowolnej dziedzinie tego świata, wymaga dobrej organizacji, planowania, ustalenia konkretnych celów, a potem, wytrwałości, motywacji, dyscypliny, regularności, wielu wyrzeczeń i wiele włożonego czasu.

Ponadto, stwierdzenie ‘im więcej języków znasz, tym łatwiej uczysz się następnego’, jest absolutną prawdą. I nie, wcale te języki nie zaczynają się mieszać, no, może na początku. Później grzecznie odnajdują się w szufladkach w naszej głowie, z których wychodzą, gdy akurat potrzebujemy do nich sięgnąć. Nauka języków to nauka systemów, kodów, to zauważanie pewnych zależności.

Cieszy mnie to, że Polonia w Holandii mocno propaguje dwu- i wielojęzyczność i zupełnie zgadzam się ze stwierdzeniem, że języki obce to prezenty, które rodzice mogą podarować swoim pociechom. Prezenty, z których będą miały wielką radochę i satysfakcję w dalszym życiu, zarówno pod kątem edukacyjnym, zawodowym, osobistym jak i rozwojowym.

7. Jak wyobrażasz sobie siebie znającą tylko jeden język? Myślisz, że byłabyś innym człowiekiem? Dlaczego?
Nie wyobrażam sobie. W dalszym ciągu nie rozumiem, jak mogłam nie lubić języków obcych przed wyjazdem do Polski. Z pewnością byłabym innym człowiekiem bez języka holenderskiego i całego wyjazdu do Holandii. Emigracja zmieniła i ukształtowała moje życie i w pewnym stopniu również wychowała i przeprowadziła przez ‘młodzieżowe’ lata. Holandia ułatwiła życie mojej rodzinie, dała mi moich najlepszych przyjaciół oraz wiele ciekawych znajomości, dała możliwości dobrej edukacji, pracy oraz rozwoju. Emigracja szlifuje również mój charakter, otwiera na świat i ludzi, na nowe doświadczenia, pobudza ciekawość, a sama nauka języka holenderskiego, zaszczepiła we mnie przekonanie, że ‘hej, nie taki język straszny, jak go malują’! Holenderski sprawił, że polubiłam uczyć się i uczyć innych języka, a wiedzą, spostrzeżeniami i wskazówkami chcę dzielić się z innymi. W niedalekiej przyszłości planuję robić to na fanpagu na Facebook’u. Jeśli PNKV pozwoli, podzielę się z Wami tą informacją już niedługo!

Pozdrawiam ciepło,
Patrycja Stawiarska

 

Wywiad przeprowadziła Michaela Karasová dla Polsko-Niderlandzkiego Stowarzyszenia Kulturalnego (PNKV).

logoplstudentnllogo PNKV-01

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s