Szok kulturowy – czy to trwały problem?

cshok

Podobnie do moich poprzednich wpisów, ponownie uprzedzam, że artykuł opiera się na moich osobistych spostrzeżeniach i wrażeniach. Nie mam na celu nikogo zmuszać do moich racji lub obrażać. Życzę miłej lektury. 😊

Z pewnością wielu z Was doświadczyło szoku kulturowego po wycieczce albo przeprowadzce do Holandii z Polski. Niektórych ludzi pewne przyzwyczajenia czy zasady w Niderlandach nie dziwią, innych z kolei tak. Są jeszcze takie osoby, które pomimo upływu lat, nadal zmierzają się z różnicami kulturowymi i jestem jedną z nich.

Pomimo faktu, że przez ostatnie lata Polska mocno zintegrowała się z krajami UE, niesamowicie się rozwinęła i krok po kroku dogania kraje zachodnie, to jednak nadal można czuć, że znacząco różnimy się od Holendrów. Uświadamiam to sobie za każdym razem, kiedy wracam do Polski na dłuższy czas na wakacje czy święta i zauważam, że nie mogę się na dobre oswoić z niektórymi rzeczami w Holandii, z którymi obchodzę się niemal na co dzień. A mianowicie:

 

  1. Innowacyjność

Jak już wspomniałam, Polska wyraźnie dogania kraje zachodnie pod tym względem i być może jest to w Polsce dzisiaj normalne, ale – niestety – zatrzymałam się w Polsce na roku 2013, kiedy wyjechałam na studia. Niby wróciłam do Polski na pół roku w 2016, ale nie skupiałam się znacząco na tej sprawie.

Zgodzę się z opinią, że rozwijająca się cyfryzacja jest ogromnym ułatwieniem w codziennych obowiązkach, ale z jakiegoś powodu do tej pory jestem nieufna wobec załatwiania niemal wszystkiego przez internet – od zmiany adresu zameldowania, po autoryzację automatycznego pobierania opłat z mojego konta za telefon czy inne usługi. W Polsce byłam przyzwyczajona do osobistego stawiania się na urzędach w celu załatwienia formalności (i siedzenia tam w nieskończoność), tymczasem tutaj wystarczy wykonać kilka klików i nie trzeba nawet konsultować się z osobą fizyczną (poza sytuacjami kryzysowymi).

Podam kolejny przykład. Co mnie ciągle lekko szokuje, to ogromna różnica między lotniskiem w Warszawie i w Amsterdamie, a konkretnie chodzi mi o odprawę bagażu. Znowu chodzi tutaj o wygodę i sprawność, ale nadal mnie przytłacza korzystanie z robotu, który „wsysa” moją walizkę, a mnie wystarczy przy nim zeskanować paszport i potwierdzić numer lotu. W dodatku maszyny są dosyć surowe pod względem wagi bagażu, bo jeśli się przekroczy limit nawet o kilka gramów, to walizka jest odrzucana – człowiek dokonujący odprawę zazwyczaj przymyka oko na nadwagę do 1kg. Co więcej uważam, że rozpowszechnianie tego typu robotów ogranicza możliwości zatrudnienia i ludzie mają przez to problem ze znalezieniem pracy. Z kolei w Warszawie zawsze obsługuje mnie człowiek przy tzw. „check-inie”.

 

  1. Komunikacja

Tutaj piszę konkretnie o holenderskiej bezpośredniości, o której już pewnie nie raz wspomniałam w swoich poprzednich artykułach. Z tą bezpośredniością zderzam się niemal codziennie, ponieważ mieszkam z Holenderką, która nie owija w bawełnę, kiedy coś jej się nie podoba albo ma odmienne zdanie na jakiś temat niż ja. Nie sugeruję tutaj, że Holendrzy są ostrzy czy nieprzyjemni w wyrażaniu opinii, ale zdecydowanie bardziej asertywni niż Polacy. Osobiście bardzo nie lubię mówić komuś prosto z mostu, że np. „projekt jest zły/nieodpowiedni”, ale wolałabym to ubrać w słowa typu: „wydaje mi się, że jest kilka rzeczy w tym projekcie, które należy poprawić”. Niby niewielka różnica, ale sposób wyrażania opinii odgrywa u mnie całkiem sporą rolę w wykonywaniu pracy.

Nawet niedawno przytrafiła mi się sytuacja, kiedy zapytałam jedną panią na uniwersytecie o możliwość udziału w pewnym wydarzeniu, ale dostałam odmowę ze względu na moją nieznajomość języka holenderskiego (o tym wymogu nie byłam wcześniej poinformowana). Odmowa brzmiała mniej więcej tak: „nie jesteś dobrą kandydatką”. Zrozumiałam ją, nie ma w niej nic złego. Jednak zdecydowanie pozytywniej bym przyjęła takie zdanie, jak: „ze względu na XYZ nie możemy zaoferować udziału w tym wydarzeniu”.

Być może za bardzo ubieram tutaj wszystko w słowa i niektórzy z Was wolą holenderską bezpośredniość i oszczędzanie zarówno czasu jak i słów, ale nawet po czterech latach w Holandii jest to dla mnie czasami nieprzyjemne.

 

  1. Kultura jedzenia

Ten temat może się wydawać trywialny, ale do tej pory nie dostosowałam się do zwyczajów holenderskich dotyczących pory jedzenia i kuchni. Oczywiście, że każdy może gotować według własnych preferencji, ale problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś chce wyjść na miasto ze znajomymi na obiad.

U nas w Polsce najważniejszy jest obiad i właśnie wtedy je się największe porcje. Z kolei na kolację wystarczy coś małego, żeby się nie przejadać na noc. Za to w Holandii jest odwrotnie – po południu najczęściej mogę natrafić na tzw. broodjes lub inne mniejsze przysmaki, a główne dania podaje się z reguły po 17. Kiedy umawiam się z Holendrami na lunch czy kolację, to rzeczywiście muszę sobie inaczej ułożyć jadłospis na cały dzień.

 

A Was coś szokuje pomimo tego, że mieszkacie tutaj od dłuższego czasu?

Michaela

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s